Taka ja...


I don't want a perfect life, I want a happy life.


"Zacznij doceniać szczegóły. Poranną kawę, dobrą książkę, zachwycającą piosenkę, wzruszający film. Znajdź szczęście w uśmiechu przechodnia, zdanym kolokwium, ciepłym głosie mamy. Doceniaj każdą sekundę. Uwierz w siebie. Uwierz, że marzenia się spełniają. I chociaż to trudniejsze niż ciągłe marudzenie to jest to warte wysiłku. Nikt nie uczyni Cię szczęśliwym, jeśli najpierw nie odnajdziesz szczęścia w sobie."
— "Zaklinaczka Słów"

piątek, 11 września 2015

Fotorelacja z naszej podróży poślubnej na Majorkę


Dzisiaj zapraszam Was na obszerną fotorelację z naszej podróży poślubnej, którą odbyliśmy kilka tygodni temu i która, szczerze powiedziawszy, był kompletny spontanem. Owszem szukaliśmy wcześniej idealnego miejsca na taką podróż, ale albo nie pasowały nam terminy, albo miejsce było nie takie, albo znowu koszt wycieczki przekraczał nasz zaplanowany budżet. W końcu zaraz po ślubie wybraliśmy się ostatni raz do biura podróży przejrzeć oferty i proszę, czekały na nas dwa ostatnie miejsca - prosto na Majorkę :) Wycieczkę kupiliśmy bez zastanowienia, tym bardziej, że od samego początku planowaliśmy kierunek w stronę Hiszpanii.


Majorka to jedna z hiszpańskich wysp, uznawana za najpiękniejszą w całym basenie Morza Śródziemnego. Liczy ona zaledwie 800 tys. mieszkańców, gdzie w samej stolicy Majorki - Palma de Mallorca, znajduje się ich połowa. Obok Ibizy jest to jedna z najczęściej odwiedzanych przez turystów wysp, w zeszłym roku np. Majorkę odwiedziło 3 mln turystów, wśród których najwięcej jest Niemców i Anglików, dlatego też obok języka hiszpańskiego można tam bez problemu dogadać się po niemiecku czy właśnie po angielsku.


Mieszkaliśmy w miasteczku El Arenal, który oddalony jest od stolicy jedynie ok. 20 km.
Z naszego hotelu Bahia de Palma do plaży mieliśmy bardzo blisko, bo co najwyżej z 600 m.
El Arenal to typowa, tętniąca życiem, turystyczna miejscowość, która pełna jest hoteli, restauracji, klubów i pubów.
 















Nie odbyło się oczywiście bez wycieczek fakultatywnych.

Pierwszą i najbardziej wyczerpującą wycieczką był objazd całej wyspy.
Trasa wycieczki prowadziła przez rolnicze wioski i miasta urodzajnej niziny Es Pla w kierunku gór Sierra de Tramontana. Dalej jechaliśmy autokarem górskimi serpentynami do sanktuarium maryjnego w Lluc, gdzie zatrzymaliśmy się na zwiedzanie kościoła z wizerunkiem Czarnej Madonny.



















Następnie krętą drogą poprowadzono nas do portu Sa Calobra na północnym wybrzeżu. Zatoka ta jest jednocześnie ujściem najdłuższego na wyspie wąwozu Torrente de Pareis. W czasie wolnym mogliśmy przejść się tam tunelem skalnym do wąwozu i poleżakować na malowniczo położonej małej plaży.

Ciekawostką jest fakt, że drogi w górach Majorki są tak kręte i wąskie, że panuje tam zasada, że autokary mogą w tych miejscach kursować tylko do godz. 13.00, po tym czasie wszystkie autobusy muszą kierować się z powrotem do swoich miasteczek - chodzi oto, że nie może dojść do sytuacji, kiedy dwa autokary będą jechały w przeciwną stronę, bo najnormalniej w świecie nie zmieszczą się na drodze.




















Później czekał nas rejs statkiem wzdłuż klifowego północnego wybrzeża Majorki.













Naszą morską podróż zakończyliśmy w porcie Puerto de Soller. Stamtąd kolejką wyruszyliśmy do urokliwego miasteczka Soller i dalej, trasą wiodącą przez górski tunel i gaje drzew cytrusowych, w których cytryny leżały po prostu na ziemi, wróciliśmy padnięci i głodni do hotelu na kolację.




















Koleją ciekawostką o której się dowiedzieliśmy jest fakt, że każde Majorkańskie rondo coś przedstawia, żadne z rond, nie stoi tylko porośnięte trawką, ale dodatkowo przedstawione są na nich różne posągi, które mówią np. o jakiejś legendzie czy o jakimś bohaterze, jest też takie rondo, na którym przez cały rok (bo nie ma tam zimy i śniegu) mieszkają dzikie kury, które na dodatek są tam tak słynne, że mają nawet swoje konto na Facebooku :)



Naszą kolejną wycieczką, na którą się wybraliśmy było zwiedzanie odkrytych przez francuskich geologów w XIX w. podziemnych jaskiń o nazwie Jaskinie Smocze. Jaskinie zawdzięczają swoją nazwę piratom, którzy dawniej ukrywali w nich swoje kosztowności i żeby odstraszyć wszelkich złodziei przez kradzieżą swoich skarbów, rozpowiadali, że w jaskini mieszkają smoki.

Wyprawę rozpoczęliśmy od przejazdu  przez malownicze wioski wschodniego wybrzeża Majorki w kierunku rybackiej wioski - Porto Cristo.















Następnie ruszyliśmy w kierunku Smoczych Jaskiń, które ciągną się pod ziemią w nadmorskich wapiennych urwiskach na długości kilkuset metrów. Przedziwne kształty tysięcy stalaktytów i stalagmitów przypominają mi swoim wyglądem wymarłe miasto.
























Nie mogliśmy odpuścić polecanego nam również Aqualandu, który okazał się prawdziwym wodnym rajem z basenami i szalonymi zjeżdżalniami.

Ta podróż i wrażenia z nią związane pozostaną w naszych głowach na długo i z całą pewnością chcielibyśmy tu jeszcze wrócić.